Przeprowadziliśmy się 20 czerwca, z samego rana podjechało auto, weszli panowie... ci sami, którzy rok temu przenosili nas z bloku na Tysiącleciu do bloku na Północy, z 4 piętra na parter, ci sami, którzy polecali się na przyszłość (o ironio;)) ekspresowo pakujący nasz dobytek do samochodu i jeszcze bardziej ekspresowo go wyładowując :D
Rano też podjechali moi rodzice (czy mówiłam już, że mój tatuś jest mega i super???) razem z wujkiem, żeby zabrać mnie, dziecko, psa i multum rzeczy, które są nazywane bagażem podręcznym... Dojeżdżając minęliśmy się z panami od firmy przeprowadzkowej... I tak stanęliśmy na zarośniętym polu (jedynie przy domu wykoszonym). 2 dni chaosu, jakoś się rozpakowaliśmy ale nie do końca bo niedługo remont więc po co się męczyć i znów pakować?
Postaram się uzupełnić co dalej ale zmęczenie daje w kość, dziś garść fotek domku i okolic a potem prysznic i spać...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz