niedziela, 21 września 2014

Pracowicie było, na szczęście już jest spokojniej

Na wsi jak to zwykle bywa, latem jest mnóstwo roboty. Pomijając bieganie do lasu za grzybami, jagodami, jeżynami to oczywiście przetwarzanie wszelkich dóbr na zimę odbywa się w pocie czoła. Zrobiłam w tym roku ok 200 słoików konfitur, sałatek na zimę i ogórki nadal po słoiczku konserwuję. Zakupiliśmy 200 litrową zamrażarkę aby zachować jak najwięcej produktów a także z innego prozaicznego powodu - zabrakło mi słoików ;) Zamrażarka ma funkcję eko więc nawet gdy nie jest w pełni załadowana to pobiera mniej prądu, gdy jest pełniejsza sama ustawia funkcję "normal", taki szósty zmysł normalnie :)

Co się nastałam przy garach to moje, a mojego kręgosłupa przeklinanie ale za to jaka radość gdy już zaczniemy te słoiki otwierać i zajadać. Na przyszły rok w warzywniku będzie wszystko co potrzebne do robienia sałatek w słoiki oczywiście to co na bieżąco do jedzenia też. A teraz czekam na przyjazd brata z całym zestawem bylin od rodziców, którzy wszystko mnie oddają a sami powiększają warzywnik. Mam pod oknem przy furtce taki reprezentacyjny skrawek ziemi i tam już posadzone zostały cebulki (jakie nie wiem, tata sam nie wiedział co wykopał), bratki wysiane w lipcu już zakwitły a to przecież są dwuletnie roślinki, widać im pasuje ziemia :) Resztę za tydzień będę wsadzać, znajdzie się też miejsce dla hortensjii i piwonii. Póki co jeszcze ogórki i sałata rzymska tam rośnie ale jak tylko przestaną to już tylko kwiatki pod oknem będą;)

W sierpniu ogrodziliśmy w końcu działkę, w 35 stopniowym upale, tylko moi rodzice i my. Tydzień temu tata znów przyjechał, niestety w tej okolicy ciężko dostać odpowiedni metal (dokładniej profile) do wyspawania bramy i furtki, czekaliśmy więc aż nasze zamówienie zostanie zrealizowane. Udało się w ostatniej chwili. Tata przywiózł nam krajzegę i tniemy teraz stary płot na opał, dokupimy z jeden wóz drewna z przecinki, tonę węgla na początek i jak zima będzie łagodna będziemy mieli cieplutko w domu. Ale trochę się trzeba napracować przy tym drewnie, bo raz, że naszpikowane gwoździami i trzeba młotkiem pomachać i pozaginać, to potem trzeba zwieść do stodoły i ułożyć w zgrabny stosik, żeby sobie schło i miejsca dużo nie zajmowało. 

W zimę będziemy odpoczywać, bo i cała praca w ogrodzie stanie, dlatego nie narzekamy tylko w pocie czoła pracujemy. Jaka satysfakcja... Mój J wraca z pracy, zjada obiad i tnie drzewo. I mówi: jakbyśmy dalej mieszkali w bloku, ty by się po obiedzie spało albo przed telewizorem siedziało a tu przynajmniej trochę ruchu jest :) Ech faceci ;)

Mała migawka z czasu gdy nie pisałam