Na wsi jak to zwykle bywa, latem jest mnóstwo roboty. Pomijając bieganie do lasu za grzybami, jagodami, jeżynami to oczywiście przetwarzanie wszelkich dóbr na zimę odbywa się w pocie czoła. Zrobiłam w tym roku ok 200 słoików konfitur, sałatek na zimę i ogórki nadal po słoiczku konserwuję. Zakupiliśmy 200 litrową zamrażarkę aby zachować jak najwięcej produktów a także z innego prozaicznego powodu - zabrakło mi słoików ;) Zamrażarka ma funkcję eko więc nawet gdy nie jest w pełni załadowana to pobiera mniej prądu, gdy jest pełniejsza sama ustawia funkcję "normal", taki szósty zmysł normalnie :)
Co się nastałam przy garach to moje, a mojego kręgosłupa przeklinanie ale za to jaka radość gdy już zaczniemy te słoiki otwierać i zajadać. Na przyszły rok w warzywniku będzie wszystko co potrzebne do robienia sałatek w słoiki oczywiście to co na bieżąco do jedzenia też. A teraz czekam na przyjazd brata z całym zestawem bylin od rodziców, którzy wszystko mnie oddają a sami powiększają warzywnik. Mam pod oknem przy furtce taki reprezentacyjny skrawek ziemi i tam już posadzone zostały cebulki (jakie nie wiem, tata sam nie wiedział co wykopał), bratki wysiane w lipcu już zakwitły a to przecież są dwuletnie roślinki, widać im pasuje ziemia :) Resztę za tydzień będę wsadzać, znajdzie się też miejsce dla hortensjii i piwonii. Póki co jeszcze ogórki i sałata rzymska tam rośnie ale jak tylko przestaną to już tylko kwiatki pod oknem będą;)
W sierpniu ogrodziliśmy w końcu działkę, w 35 stopniowym upale, tylko moi rodzice i my. Tydzień temu tata znów przyjechał, niestety w tej okolicy ciężko dostać odpowiedni metal (dokładniej profile) do wyspawania bramy i furtki, czekaliśmy więc aż nasze zamówienie zostanie zrealizowane. Udało się w ostatniej chwili. Tata przywiózł nam krajzegę i tniemy teraz stary płot na opał, dokupimy z jeden wóz drewna z przecinki, tonę węgla na początek i jak zima będzie łagodna będziemy mieli cieplutko w domu. Ale trochę się trzeba napracować przy tym drewnie, bo raz, że naszpikowane gwoździami i trzeba młotkiem pomachać i pozaginać, to potem trzeba zwieść do stodoły i ułożyć w zgrabny stosik, żeby sobie schło i miejsca dużo nie zajmowało.
W zimę będziemy odpoczywać, bo i cała praca w ogrodzie stanie, dlatego nie narzekamy tylko w pocie czoła pracujemy. Jaka satysfakcja... Mój J wraca z pracy, zjada obiad i tnie drzewo. I mówi: jakbyśmy dalej mieszkali w bloku, ty by się po obiedzie spało albo przed telewizorem siedziało a tu przynajmniej trochę ruchu jest :) Ech faceci ;)
Mała migawka z czasu gdy nie pisałam